Wszyscy pragną obfitej relacji… Kiedyś trzeba. Dzisiaj, po odespaniu, najedzeniu i powrocie do „rzeczywistości”, wydaje się być najlepszym terminem.
Mój patrol – „CHAOS” - miał być początkowo patrolem złożonym tylko z członków V DW „CHAOS”, ale siły wyższe postanowiły inaczej i ostateczny skład uformował żeński sojusz kęcko-krzeszowicki, który był z pewnością jeszcze lepszym rozwiązaniem od pierwotnego planu!
Pełnym składem patrolu spotkałyśmy się na dzień przed rozpoczęciem Watry, w Kętach. Spędziłyśmy noc w harcówce przy biurze Hufca Kęty (dziękujemy komendantowi hufca za taką możliwość!), przygotowując watrowe koszulki, śpiewając i lepiej się poznając. Towarzyszyły nam karaluchy, szczególnie ten jeden nazwany przez nas Karolem.
22.08.2011, godz. 4:36. Patrol „CHAOS” wpakował się właśnie do pociągu do Bielska Białej. Zza okien widać już szarawe niebo. Na peronie w Bielsku-Białej mamy okazję oglądać wschód słońca. Nasz pociąg do Soli (tam rozpoczynała się trasa „Z epą w Beskidy”) trochę się spóźnił, ale nie przeszkadzało nam to – miałyśmy sporą rezerwę czasową! W Soli na peronie trochę drzemki…
Wyruszyłyśmy w trasę najwcześniej, o 8:30. Już przy pierwszych podejściach wiedziałyśmy, że czeka nas ciężki dzień. Wtoczyłyśmy się na Rachowiec, gdzie czekał nas widok wart tego wysiłku. Następnie stoczyłyśmy się ze szczytu (niektóre dosłownie!) do Zwardonia. Niemiłosierny upał sprawił, że postanowiłyśmy zmodyfikować trasę, na której (jak z nieba) spadł nam pewien przystojny, długowłosy mężczyzna, oferując nam podwóz aż do Przełęczy Koniakowskiej. Doczłapałyśmy zmęczone, spragnione i głodne do chatki na Pietraszonce, na chwilę przed wielką ulewą. Miła atmosfera, śpiew i wspaniali ludzie – gdybyśmy tylko mogły tam zostać dłużej!
23.08.2011. Żar leje się z nieba. Człapiemy do przełęczy Kubalonka i postanawiamy zjechać do Ustronia. Tam zażywamy chłodnej kąpieli i przygotowujemy iście burżujski obiad – naleśniki z dżemem! (podchody do prawidłowego wykonania naleśników zaowocowały nawet „naleśnicą”)
Wieczorem czeka nas śląskie obrzędowe ognisko, na którym mamy okazję poznać bliżej śląską kuchnię i język. Śpiewamy „kluki starzejoch sie, a frelki nie!” – jak przystało na prawdziwie żeński patrol.
24.08.2011. Naleśniki w Skoczowie na dworcu? Czemu nie? Spotykamy także miłego pana, który „wielce nas podziwia, że my tak same podróżujemy, bo w tych czasach to dziewczyny są beznadziejne”. Napotykamy też przyjaciół z 3 DW „Altair”, którzy właśnie wracali z trasy Międzynarodowej.
Przebywamy kilka kilometrów w olbrzymim skwarze i okrzykiem radości witamy bramę zlotu. Jak można się domyśleć, jedną z pierwszych czynności był prysznic. Reszta dnia upłynęła nam na rozbiciu namiotów, wypraniu rzeczy, sporządzeniu obiadu i zwiedzaniu terenu. Nie zapominajmy też o „napadzie na sklep” w celu uzupełnienia zapasów (które i tak szybko znikały, gdy tylko dh. Asia zjawiła się w ich pobliżu).
Wieczorem czekało nas oficjalne rozpoczęcie, na którym dzięki okrzykowi „Dziewczyny do wzięcia!” zaistniałyśmy w wędrowniczej zlotowej prasie. Ogień został rozpalony i rozpoczęły się dni wielkiej zabawy.
Kolejne dni mijały nam pod znakiem zajęć z bloku POZYTYWNOŚĆ i ENERGIA (osobiście nie miałam okazji brać udziału). Tymczasem równolegle odbywały się zajęcia z bloku instruktorskiego, przygotowane naprawdę na wysokim poziomie. I tak miałam okazję stoczyć wojnę damsko-męską, zagrać w wędrownicze memory, dowiedzieć się jak objechać Europę za kilka złotych, zmotywować się do działania, zaplanować zdobywanie znaku służby, poszerzyć wiedzę o interesującym wszystkich temacie seksualności wśród wędrowników oraz wzięłam udział w konferencji instruktorskiej.
Brałyśmy udział w walkach w błocie, Maria miała też okazję chodzić po rozżarzonych węglach (co skończyło się poparzonymi stopami). Stałyśmy się stałymi bywalcami Kawiarenki Akademickiej, gdzie polowaliśmy na cieplutkie tosty czy orzeźwiającą sałatkę owocową i spędzałyśmy wieczory przy gitarze. Dwukrotnie pełniłyśmy wartę przy watrze (można nawet policzyć, że trzykrotnie).
Tydzień, który spędziłyśmy razem był doskonałym podsumowaniem całych wakacji i świetnym sposobem na zgranie zespołu. Za rok też chcemy pojechać! Tym razem do Kujawsko-Pomorskiego!
Mój patrol – „CHAOS” - miał być początkowo patrolem złożonym tylko z członków V DW „CHAOS”, ale siły wyższe postanowiły inaczej i ostateczny skład uformował żeński sojusz kęcko-krzeszowicki, który był z pewnością jeszcze lepszym rozwiązaniem od pierwotnego planu!
Pełnym składem patrolu spotkałyśmy się na dzień przed rozpoczęciem Watry, w Kętach. Spędziłyśmy noc w harcówce przy biurze Hufca Kęty (dziękujemy komendantowi hufca za taką możliwość!), przygotowując watrowe koszulki, śpiewając i lepiej się poznając. Towarzyszyły nam karaluchy, szczególnie ten jeden nazwany przez nas Karolem.
22.08.2011, godz. 4:36. Patrol „CHAOS” wpakował się właśnie do pociągu do Bielska Białej. Zza okien widać już szarawe niebo. Na peronie w Bielsku-Białej mamy okazję oglądać wschód słońca. Nasz pociąg do Soli (tam rozpoczynała się trasa „Z epą w Beskidy”) trochę się spóźnił, ale nie przeszkadzało nam to – miałyśmy sporą rezerwę czasową! W Soli na peronie trochę drzemki…
Wyruszyłyśmy w trasę najwcześniej, o 8:30. Już przy pierwszych podejściach wiedziałyśmy, że czeka nas ciężki dzień. Wtoczyłyśmy się na Rachowiec, gdzie czekał nas widok wart tego wysiłku. Następnie stoczyłyśmy się ze szczytu (niektóre dosłownie!) do Zwardonia. Niemiłosierny upał sprawił, że postanowiłyśmy zmodyfikować trasę, na której (jak z nieba) spadł nam pewien przystojny, długowłosy mężczyzna, oferując nam podwóz aż do Przełęczy Koniakowskiej. Doczłapałyśmy zmęczone, spragnione i głodne do chatki na Pietraszonce, na chwilę przed wielką ulewą. Miła atmosfera, śpiew i wspaniali ludzie – gdybyśmy tylko mogły tam zostać dłużej!
23.08.2011. Żar leje się z nieba. Człapiemy do przełęczy Kubalonka i postanawiamy zjechać do Ustronia. Tam zażywamy chłodnej kąpieli i przygotowujemy iście burżujski obiad – naleśniki z dżemem! (podchody do prawidłowego wykonania naleśników zaowocowały nawet „naleśnicą”)
Wieczorem czeka nas śląskie obrzędowe ognisko, na którym mamy okazję poznać bliżej śląską kuchnię i język. Śpiewamy „kluki starzejoch sie, a frelki nie!” – jak przystało na prawdziwie żeński patrol.
24.08.2011. Naleśniki w Skoczowie na dworcu? Czemu nie? Spotykamy także miłego pana, który „wielce nas podziwia, że my tak same podróżujemy, bo w tych czasach to dziewczyny są beznadziejne”. Napotykamy też przyjaciół z 3 DW „Altair”, którzy właśnie wracali z trasy Międzynarodowej.
Przebywamy kilka kilometrów w olbrzymim skwarze i okrzykiem radości witamy bramę zlotu. Jak można się domyśleć, jedną z pierwszych czynności był prysznic. Reszta dnia upłynęła nam na rozbiciu namiotów, wypraniu rzeczy, sporządzeniu obiadu i zwiedzaniu terenu. Nie zapominajmy też o „napadzie na sklep” w celu uzupełnienia zapasów (które i tak szybko znikały, gdy tylko dh. Asia zjawiła się w ich pobliżu).
Wieczorem czekało nas oficjalne rozpoczęcie, na którym dzięki okrzykowi „Dziewczyny do wzięcia!” zaistniałyśmy w wędrowniczej zlotowej prasie. Ogień został rozpalony i rozpoczęły się dni wielkiej zabawy.
Kolejne dni mijały nam pod znakiem zajęć z bloku POZYTYWNOŚĆ i ENERGIA (osobiście nie miałam okazji brać udziału). Tymczasem równolegle odbywały się zajęcia z bloku instruktorskiego, przygotowane naprawdę na wysokim poziomie. I tak miałam okazję stoczyć wojnę damsko-męską, zagrać w wędrownicze memory, dowiedzieć się jak objechać Europę za kilka złotych, zmotywować się do działania, zaplanować zdobywanie znaku służby, poszerzyć wiedzę o interesującym wszystkich temacie seksualności wśród wędrowników oraz wzięłam udział w konferencji instruktorskiej.
Brałyśmy udział w walkach w błocie, Maria miała też okazję chodzić po rozżarzonych węglach (co skończyło się poparzonymi stopami). Stałyśmy się stałymi bywalcami Kawiarenki Akademickiej, gdzie polowaliśmy na cieplutkie tosty czy orzeźwiającą sałatkę owocową i spędzałyśmy wieczory przy gitarze. Dwukrotnie pełniłyśmy wartę przy watrze (można nawet policzyć, że trzykrotnie).
Tydzień, który spędziłyśmy razem był doskonałym podsumowaniem całych wakacji i świetnym sposobem na zgranie zespołu. Za rok też chcemy pojechać! Tym razem do Kujawsko-Pomorskiego!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz