Kęty-Nowa Huta Expedition rozpoczęła się popołudniową porą w piątek, 2 grudnia. Korek w Andrychowie natchnął nas do rozpoczęcia obserwacji w celu napisania pracy badawczej na temat „Wpływ korków andrychowskich na generowanie agresji i przemocy wśród kierowców na drodze krajowej nr 52″ oraz „Wpływ pory roku na rodzaj dźwięków w autobusie” (mnóstwo osób kichało i smarkało).
Już na „dzień dobry” czekała nas symulacja w małych zespołach, a na późniejszych zajęciach sami mogliśmy się też wcielić w role poszkodowanych. Noc była oczywiście długa i nie brakowało śpiewu i rozmów do późna, więc w sobotę maszerowaliśmy na Międzyszkolny Basen Pływacki dość zaspanym krokiem. Tam nauczyliśmy się podstaw ratownictwa wodnego, a od samego początku zajęć prowadziliśmy resuscytację poszkodowanego na zmianę tak, że czasami trzeba było kilka razy wyskoczyć z wody i zastąpić kogoś przy masażu lub wentylacji.
Dalsze sobotnie zajęcia nauczyły nas transportować poszkodowanych na deskach i podbierakach, kwalifikować poszkodowanych wg skali AVPU, mierzyć tętno oraz zakładać rurki ustno-gardłowe i stosować tlenoterapię przy użyciu butli tlenowej lub worków samorozprężalnych (ambu). Zdobyte umiejętności mogliśmy przećwiczyć na symulacjach.
Nie zabrakło też gier. Pierwsza z nich miała na celu zaplanowanie i przeprowadzenie Wędrowniczego Kursu Pierwszej Pomocy. Musieliśmy odnaleźć instytucje, do których należy się zwrócić i we właściwy sposób pozałatwiać z nimi sprawy. Niektóre grupy były tak zakręcone, że zorganizowały i rozliczyły kurs bez zebrania wpłat od uczestników (sic!).
Chyba najbardziej zapamiętamy sobotnią wieczorną grę ratowniczą. Podzieleni w pięć zespołów mieliśmy za zadanie ewakuować z terenu przy Nowohuckim Centrum Kultury poszkodowanych w wyniku ataku terrorystycznego, ponieważ było zagrożenie kolejnego wybuchu. Mglista sceneria i nieznany teren dodały pikanterii poszukiwaniom. Dwie deski i jeden podbierak nie były wystarczającą ilością sprzętu do przeniesienia wszystkich poszkodowanych, więc komunikacja radiowa aż huczała, a zespoły rozdzielały się do pomocy przy transporcie.
Nigdy nie zapomnę przeczesywania terenu w dwuosobowym zespole w totalnej mgle, gdy z komunikacji radiowej wynikało, że udzielono pomocy 9 osobom, a przypuszczalnie w okolicach obiektu znajdowało się ich 10. W głowie pojawiła się myśl, że przydałyby się psy poszukiwawcze… Jednak ostatecznie 9 znalezionych osób było liczbą wszystkich odnalezionych i zostaliśmy wycofani z terenu z powodu zwiększonego ryzyka wybuchu.
Późnym wieczorem czekała nas uczta mandarynkowo-czekoladowa i każdy otrzymał mały upominek od organizatorów – bombkę na choinkę ze swoim imieniem.
W niedzielę moje życzenie odnośnie psów się spełniło, gdyż ostatnie zajęcia były prowadzone przez… Grupę Poszukiwawczo-Ratownicza z Kęt. (Tak, trzeba było nam pojechać do Krakowa, by zobaczyć te szpetne, znajome twarze). Zajęcia przybliżyły nam pracę Grupy, szkolenie psów, pracę z psami w czasie akcji. Mieliśmy też okazję zobaczyć pokaz sekcji wysokościowej.
Maria:
Ogólnie fajne doświadczenia ratownicze: jeżeli ktoś wiąże z tym przyszłość, to dostał jakby zarys różnych dziedzin medycznej pomocy, więc ma już jakiś wybór . Poza tym fajne zajęcia na basenie: jednocześnie ruch, troszkę higieny no i podstawy podstaw wiedzy o ratowaniu ludzi nad morzem, na basenie i te sprawy. Zawsze jesteśmy bogatsi o taki eksperyment Do tego towarzystwo: no lepszego się wybrać nie dało, sami świetni przystojni harcerze i przemiłe harcerki: patrząc na to punktu widzenia dziewczyny Obiad: przepyszny, sos pieczarkowy pierwsza klasa! Sałatka też świetna, tak jak i mięso oczywiście Niezłe koszulki i wisienka na torcie: psy ratownicze!! Z jednym się zakumplowałam, więc już ogóle super ) Poza tym podciąganie w giętkich ,,sankach” ratunkowych pod sam sufit w pozycji pionowej przez takich miłych i rozmownych ratowników nie zdarza się często!! Pozytywnie jak nic
Sądzę, że tegoroczne warsztaty dostarczyły nam ogromnych wrażeń i nie tylko pogłębiły naszą wiedzą, ale też zmotywowały do dalszego zgłębiania szerokiego tematu ratownictwa.
Za rok też pojedziemy, może razem z Tobą (jeśli tylko odbędziesz kurs)?
Już na „dzień dobry” czekała nas symulacja w małych zespołach, a na późniejszych zajęciach sami mogliśmy się też wcielić w role poszkodowanych. Noc była oczywiście długa i nie brakowało śpiewu i rozmów do późna, więc w sobotę maszerowaliśmy na Międzyszkolny Basen Pływacki dość zaspanym krokiem. Tam nauczyliśmy się podstaw ratownictwa wodnego, a od samego początku zajęć prowadziliśmy resuscytację poszkodowanego na zmianę tak, że czasami trzeba było kilka razy wyskoczyć z wody i zastąpić kogoś przy masażu lub wentylacji.
Dalsze sobotnie zajęcia nauczyły nas transportować poszkodowanych na deskach i podbierakach, kwalifikować poszkodowanych wg skali AVPU, mierzyć tętno oraz zakładać rurki ustno-gardłowe i stosować tlenoterapię przy użyciu butli tlenowej lub worków samorozprężalnych (ambu). Zdobyte umiejętności mogliśmy przećwiczyć na symulacjach.
Nie zabrakło też gier. Pierwsza z nich miała na celu zaplanowanie i przeprowadzenie Wędrowniczego Kursu Pierwszej Pomocy. Musieliśmy odnaleźć instytucje, do których należy się zwrócić i we właściwy sposób pozałatwiać z nimi sprawy. Niektóre grupy były tak zakręcone, że zorganizowały i rozliczyły kurs bez zebrania wpłat od uczestników (sic!).
Chyba najbardziej zapamiętamy sobotnią wieczorną grę ratowniczą. Podzieleni w pięć zespołów mieliśmy za zadanie ewakuować z terenu przy Nowohuckim Centrum Kultury poszkodowanych w wyniku ataku terrorystycznego, ponieważ było zagrożenie kolejnego wybuchu. Mglista sceneria i nieznany teren dodały pikanterii poszukiwaniom. Dwie deski i jeden podbierak nie były wystarczającą ilością sprzętu do przeniesienia wszystkich poszkodowanych, więc komunikacja radiowa aż huczała, a zespoły rozdzielały się do pomocy przy transporcie.
Nigdy nie zapomnę przeczesywania terenu w dwuosobowym zespole w totalnej mgle, gdy z komunikacji radiowej wynikało, że udzielono pomocy 9 osobom, a przypuszczalnie w okolicach obiektu znajdowało się ich 10. W głowie pojawiła się myśl, że przydałyby się psy poszukiwawcze… Jednak ostatecznie 9 znalezionych osób było liczbą wszystkich odnalezionych i zostaliśmy wycofani z terenu z powodu zwiększonego ryzyka wybuchu.
Późnym wieczorem czekała nas uczta mandarynkowo-czekoladowa i każdy otrzymał mały upominek od organizatorów – bombkę na choinkę ze swoim imieniem.
W niedzielę moje życzenie odnośnie psów się spełniło, gdyż ostatnie zajęcia były prowadzone przez… Grupę Poszukiwawczo-Ratownicza z Kęt. (Tak, trzeba było nam pojechać do Krakowa, by zobaczyć te szpetne, znajome twarze). Zajęcia przybliżyły nam pracę Grupy, szkolenie psów, pracę z psami w czasie akcji. Mieliśmy też okazję zobaczyć pokaz sekcji wysokościowej.
Maria:
Ogólnie fajne doświadczenia ratownicze: jeżeli ktoś wiąże z tym przyszłość, to dostał jakby zarys różnych dziedzin medycznej pomocy, więc ma już jakiś wybór . Poza tym fajne zajęcia na basenie: jednocześnie ruch, troszkę higieny no i podstawy podstaw wiedzy o ratowaniu ludzi nad morzem, na basenie i te sprawy. Zawsze jesteśmy bogatsi o taki eksperyment Do tego towarzystwo: no lepszego się wybrać nie dało, sami świetni przystojni harcerze i przemiłe harcerki: patrząc na to punktu widzenia dziewczyny Obiad: przepyszny, sos pieczarkowy pierwsza klasa! Sałatka też świetna, tak jak i mięso oczywiście Niezłe koszulki i wisienka na torcie: psy ratownicze!! Z jednym się zakumplowałam, więc już ogóle super ) Poza tym podciąganie w giętkich ,,sankach” ratunkowych pod sam sufit w pozycji pionowej przez takich miłych i rozmownych ratowników nie zdarza się często!! Pozytywnie jak nic
Sądzę, że tegoroczne warsztaty dostarczyły nam ogromnych wrażeń i nie tylko pogłębiły naszą wiedzą, ale też zmotywowały do dalszego zgłębiania szerokiego tematu ratownictwa.
Za rok też pojedziemy, może razem z Tobą (jeśli tylko odbędziesz kurs)?
W tegorocznych warsztatach uczestniczyły z Hufca Kęty druhny: Hanna Urbańczyk i Maria Kołodziejczyk z V DW „CHAOS”.
(fot. Mariola Korus i GPR Kęty)
H.