niedziela, 20 listopada 2011

Druga strona rzepki

W związku z zakończeniem II Kursu Kadry Kształcącej zaczęły mnie nachodzić szaleńcze myśli z szuflady opatrzonej napisem „Nie tykać się tego przed maturą!”, czyli warsztaty dla kadry. Sierpniowe warsztaty może nie zachwycały frekwencją, z perspektywy czasu i dokonanej ewaluacji widzę niedociągnięcia, na które dzisiaj zwróciłabym specjalną uwagę przy kolejnej formie kształceniowej.
Ostatnio jestem pytana, najczęściej przy okazji kontroli prób wędrowniczych, prób na stopnie – „czy czasem nie planuję jakiegoś kursu? warsztatów?” – nie myślcie, że moja negatywna odpowiedź nie zasiała w mojej głowie ziarna wątpliwości. W końcu nie robiłam kursu kadry kształcącej dla ładnego dyplomu na ścianę i wpisania w CV enigmatycznej nazwy „kurs członków zespołów trenerów NGO”, ale po to, by zdobyte wiadomości wykorzystać w nowym polu służby dla hufca. A widać, że to pole służby jednak jeszcze nie fruwa i nie błyszczy. Przynajmniej nie robi tego zauważalnie.
Gdy próbuję sobie wyobrazić jak wygląda teraz planowanie mojego czasu przypomina mi to słynną „rzepkę z Familiady”. Z jednej strony są rzeczy, które MUSZĘ zrobić: obowiązki, które nakłada na mnie szkoła i rodzina; role, które muszę pełnić wśród ludzi. Drugą stronę rzepki ciągną rzeczy, które CHCIAŁABYM zrobić: zdać prawo jazdy, dobrze sprawować swoje funkcje harcerskie, dostać się na planowane studia. Każda strona uporczywie walczy o dominację, chce wydrzeć większa część mojego zaangażowania. Jej, nie mogę mieć żalu do świata – nikt nie mówił, że dorosłość jest łatwa.
Tak, warsztaty są jednym z moich stworków ciągnących rzepkę. Jednym z wielu stworków. Niestety napis „Nie tykać przed maturą!” bezlitośnie przypomina mi, że jest jeszcze ta druga strona rzepki.
H.

środa, 2 listopada 2011

Harcerskie Zaduszki

Kiedyś w rozmowach kadrowych wyszło na jaw, że jedna z drużynowych nie ma pojęcia, gdzie jest grób dh. Biesiadeckiego. A było to prawie na fali realizacji zadań plakietki hufcowej, gdzie jednym z zadań było właśnie odnalezienie jego grobu i zapalenie znicza.
Przypomniało mi się to w kontekście tegorocznego Święta Zmarłych. Tak wielu harcerzy i instruktorów zmarło, a tak niewielu żywych ma jakiekolwiek pojęcie o ich działalności harcerskiej. Bardzo rzadko trafiają się na grobach dopiski na temat zawodu zmarłego, a jeszcze rzadziej wzmianki o służbie instruktorskiej. Niełatwo jest więc znaleźć na cmentarzach nieznanych sobie instruktorów, harcerzy.
Mój dziadek był oficerem Wojska Polskiego i odwiedzając jego grób zawsze znajdujemy mały znicz z karteczką oznaczoną symbolem Związku Spadochroniarzy oraz drugi – od Związku Żołnierzy Wojska Polskiego. Przychodzą tam co roku. Nie zapominają. A my? Druhu, Druhno, czy odwiedziliście  przynajmniej dh. Biesiadeckiego?
W słowniku harcerskim funkcjonuje piękne wyrażenie dotyczące umierania – odejść na Wieczną Wartę. Pełnić służbę do końca. Zawsze kojarzy mi się to z ostatnią zwrotką piosenki „Jestem harcerzem”: Nie zamienię tego kawałka chleba, do samego końca aż pójdę do nieba. A tam w mundurkach i krótkich spodenkach, będziemy Boga nosić na rękach. Jeśli miałabym sobie wyobrażać „niebieskie życie” wielu harcerzy, widziałabym je właśnie tak, jak w piosence.
Wracając do dh. Biesiadeckiego, udało mi się dotrzeć do fragmentów wypowiedzi na jego temat. Wspominając wiec tych, którzy odeszli na Wieczną  Wartę, wspomnijmy też patrona naszego hufca.

Z dh. Biesiadeckim zapoznałem się w okresie  od 1956 do 1959 roku w pracy harcerskiej. Był to okres, w którym dh. Biesiadecki organizował  Podhufiec w Kętach. Zaimponował mi w tym okresie swoim zapałem i zmysłem organizacyjnym w pracy z młodzieżą. Cały swój wolny czas poświęcał harcerstwu. Był zawsze spokojny, opanowany i uśmiechnięty. W stosunku do młodzieży wymagający, ale przy tym wyrozumiały, dlatego młodzież harcerska darzyła Go dużym zaufaniem i szacunkiem. Śmierć dh. Mieczysława Biesiadeckiego to olbrzymia strata dla młodzieży i instruktorów Kęt i okolicy. Wielka szkoda, że tak wcześnie odszedł od nas.
ś.p. dh. Kazimierz Sztur – lekarz chirurg

Był moim bliskim sąsiadem, dlatego miałem okazję poznać bliżej tego ciekawego człowieka i podziwiać przez szereg lat wspólnej działalności. W latach mojej harcerskiej młodości pełnił szereg odpowiedzialnych funkcji od drużynowego do członka Komendy Hufca w Oświęcimiu.. Na  obozach dbał zawsze o maksymalne zabezpieczenie warunków bytowych ówczesnych harcerzy. Niezależnie od tego dał się poznać jako znakomity pedagog. W latach późniejszych kiedy ZHP przeszło szereg zmian organizacyjnych nie poprzestał tylko na działalności nauczycielskiej. Przedwczesna śmierć wyrwała go z grona działaczy organizacji, która ma tak piękne i chlubne karty w historii ruchu młodzieżowego Naszej Ojczyzny.
ś.p. dh. Bolesław Wolas

Był mężczyzną w średnim wieku, energiczny, koleżeński, punktualny, dobry organizator pracy lekcyjnej i pozalekcyjnej. Wprowadzał nowe metody nauczania przyzwyczajając młodzież do samodzielnej pracy. Wyniki nauczania osiągał dobre. W szkole prowadził bibliotekę oraz założył działkę szkolną, którą  się opiekował z młodzieżą jako biolog.
ś.p. Michał Chrostek

Nie ma nic ważniejszego jak dotarcie do ludzi, zwłaszcza do tych , którzy poddają się jeszcze wpływom i kierowaniu. Do młodych serc, które się jeszcze wahają i nie przybrały ostatecznego kształtu. Wycisnąć swój ślad na tym miękkim  jeszcze wosku i przekazać najlepszą cząstkę samego siebie istotom, które pozostaną na świecie, gdy nas już nie będzie. Przetrwać w nich po swoim zgonie to największe marzenie niejednego nauczyciela i wychowawcy. Myślę, że dh. hm. Biesiadeckemu to się udało .Czuł się związany z ludźmi, którzy należeli do licznej rzeszy kochających harcerskie działanie. Jego energia życiowa wzbierała pełnią wśród tętna harcerskiego działania. Potrafił zawsze znaleźć czas i dla harcerzy miał otwarte drzwi swojego domu o każdej porze dnia i nocy przy  ulicy Żwirki i Wigury. Dlatego myślę, że wy – młodzi instruktorzy – powinniście brać z niego przykład, bo przecież ludzie tacy jak On, to najważniejsza cząstka Naszej Ojczyzny.
ś.p. hm. Stanisław Jurzak

Fragmenty pochodzą z wywiadów prowadzonych w czasie kampanii sztandarowej hufca.

wtorek, 1 listopada 2011

Po drugiej stronie okienka - zlot oczami V DW "CHAOS"


Kiedy dh. Daria zapytała mnie w sobotni wieczór jak nam się podoba zlot, trudno było mi cokolwiek odpowiedzieć. Cały dzień spędzaliśmy na kuchni i niewiele nas było widać, bo jeśli nie prowadziliśmy sprzedaży – były gary do umycia, a jak nie było garów do mycia – trzeba było pójść do sklepu, a jak nie trzeba było pójść do sklepu – blaty do posprzątania albo przygotowanie jedzenia.
Z życia zlotowego łyknęliśmy trochę Harc Rock Cafe, apele, ja i dh. Dawid wzięliśmy też udział w grze terenowej, co wynikało z nagłej potrzeby. Większość czasu spędziliśmy w izolacji, oddzieleni od reszty świata ścianą i jedynym naszym kontaktem było kuchenne okienko.


Skąd pomysł?
Pomysł kawiarenki zrodził się podczas Wędrowniczej Watry 2011 – zobaczyliśmy wtedy działanie kawiarenki Akademików, przypomnieliśmy sobie też jak to działało na zlocie DMB w Czechowicach-Dziedzicach i zainspirowało nas to do otworzenia własnej na zlocie. Miał to być dla nas mały wyczyn organizacyjny, a zarazem forma służby.


Czy udało się osiągnąć cel?
Z pewnością komendzie zlotu było lżej – jej członkowie nie musieli martwić się wstawaniem wcześniej i nastawianiem garów z wodą, parzeniem herbaty ani późniejszym gotowaniem obiadu. Czy obiad smakował? Pozostawiamy to waszym kubkom smakowym. My wiemy, że daliśmy z siebie wszystko w tej kwestii. Czy jesteśmy lepiej zgrani? Z pewnością! Prowadzenie kawiarenki wymagało od nas odpowiedzialności, dyspozycyjności i mobilności. Każdy z nas był odpowiedzialny za całokształt, a zignorowanie jakiegoś polecenia mogłoby skutkować czyjąś krzywdą (np. zapomnienie o zrobieniu dla kogoś tostów).


Życie na kuchni
Około godziny 6:00-7:00 trzeba było wstać i nastawić garnek z wodą. Chwila na kawę, coś zagryźć, przebrać i umyć się. Potańczyć do muzyki puszczanej z laptopa.
W czasie śniadań i kolacji na kuchni dosłownie fruwało.
- Dwie herbaty zwykłe!
- Tutaj wrzątek!
- Dwa tosty z serem!
- Gorąca czekolada!
- Bułka z serem i szynką!
- Proszę, łyżeczka dla ciebie.


Jak przedstawia się to liczbowo?
Dokonano u nas 127 transakcji, z czego 36 dokonała 28 DH „Wataha”. Na drugim miejscu uplasowała się 96 KDH „Zew Cthulhu” (19), a na trzecim – 61 DHNS „Quesale” (16). Najczęściej kupująca nas drużyna otrzymała od nas coś do jedzenia (a cóż innego mogłaby ofiarować kawiarenka): kombinację słodyczy oraz zdrowych owoców – czyli wafelki i jabłka.
Najchętniej kupowanym produktem był tost z serem (42 razy), tost z serem i szynką – 17 razy. Nasi harcerze potrzebowali też nawodnienia o czym świadczy 20 sprzedanych soczków i 17 kubków gorącej czekolady. Popularnością cieszyły się też ciasta 15 porcji kremówek i 14 porcji babki cytrynowej.
Przez cały zlot zagotowaliśmy łącznie 150 litrów wrzątku na potrzeby uczestników. Do kubków rozlaliśmy ok. 70 litrów herbaty. Uczestnicy zlotu zjedli ok. 80% przygotowanej fasolki po bretońsku. Do przygotowania tostów i bułek zużyliśmy ponad kilogram sera.
W celu przedstawienia skeczu na kominek drużyna nie wykonała ani jednej pełnej próby (przedstawienie od początku do końca, po kolei).

HannaH